Uciekając przed cieniami

Uciekając przed cieniami

Noc spowijała świat apokaliptycznym blaskiem. Niebo płonęło jak piekielne morze, a ziemię przecinały żarzące się pęknięcia. Motocykl Fat Boy Softail ryczał niczym dziki zwierz, przemykając przez krajobraz chaosu. Na jego siodle siedział samotny jeździec – mężczyzna o stalowym spojrzeniu, z shotgunem w dłoni i futerałem z gitarą przewieszonym przez plecy.
Wiatr rozwiewał jego skórzaną kurtkę, gdy demony wyskakiwały z cienia, ich pazury wyciągały się ku niemu, a skrzydła biły o gęste, dymne powietrze. "To nie ich świat" – pomyślał, zaciskając zęby i pociągając za spust. Strzał rozdarł powietrze, a jeden z potworów wpadł w płonący lej.

Każdy kilometr przynosił nowe przeszkody – gruzowiska, ruiny starych miast, otchłanie, które zdawały się nie mieć końca. Ale jeździec nie zwalniał. Paliwo w baku, ozdobionym płonącymi wzorami, było jak ostatni oddech nadziei. Motocykl, wierny i dziki, niósł go wbrew wszystkim przeciwnościom.

Z tyłu, za grzmotem silnika, rozbrzmiewał piekielny chór demonów. Ich wrzaski mieszały się z trzaskiem płomieni i hukiem nieba. Lecz on wiedział, że nie może się zatrzymać. W futerale na plecach kryła się nie tylko gitara – był to klucz do nowego początku.

Droga prowadziła go ku górze, gdzie zarysował się kształt samotnej wieży. Była niczym latarnia w oceanie ognia. Demony przyspieszyły, ich siarczysty oddech czuł niemal na karku. Jednym zwrotem rzucił się na rampę z gruzów, przeskakując nad otchłanią. Fat Boy zawył, gdy koła oderwały się od ziemi, a świat wokół eksplodował ogniem.

Po drugiej stronie przepaści motocykl wylądował z hukiem. Demony, rozdzierając powietrze krzykiem, zatrzymały się na krawędzi przepaści. Jeździec spojrzał przez ramię. "Nie dziś" – szepnął, znikając w cieniu wieży, gotów na ostateczną walkę i swoją melodię, która mogła ocalić świat.

Komentarze