Wywiad z Panem Strobą – żużlowcem ze Świętochłowic
Czarny sport
Tak, żużel nazywany jest czarnym sportem. Bo kurz, bo opony, bo czasem krew. Bo upadki. Bo kontuzje. Ale też – bo to sport walki, determinacji, odwagi i lojalności. Gdy dwóch zawodników jedzie bok w bok na milimetry z prędkością 110 km/h, nie mając hamulców – zaufanie to fundament.
Proszę opowiedzieć swoją historię – jak zaczęła się Pana przygoda ze sportem?
Moja historia zaczęła się na Stadionie Śląskim. Pamiętam moje początki, kiedy startowałem jako młody zawodnik. Ścigaliśmy się w wielu miastach, zawodach i ligach. W drugim moim wyścigu, w drugim moich zawodach, uległem ciężkiemu wypadkowi. Zginął wtedy mój kolega z przeciwnej drużyny. Chciał ze mną wygrać i zahaczył mnie o tylne koło. Upadł na siatkę i uderzył głową w słupek.
Podjechałem, żeby mu pomóc – myślałem, że ma tylko złamaną rękę albo nogę i że zawiozę go do parkingu. Ale wtedy zobaczyłem, że z jego głowy wylał się mózg. To było coś, czego nigdy wcześniej nie przeżyłem. Byłem wstrząśnięty i rozbity psychicznie. Po tym zdarzeniu nie chciałem już w ogóle dalej jeździć jako żużlowiec.
Jakie miał Pan obrażenia?
Byłem potłuczony, miałem stłuczenia, ale nie doznałem żadnych złamań. Fizycznie wyszedłem z tego wypadku w miarę cało, ale psychicznie to zostawiło we mnie ogromny ślad.
Jak nazywał się ten turniej i gdzie się odbywał?
To był mecz ligowy pomiędzy Bydgoszczą a Świętochłowicami.
Na którym okrążeniu doszło do wypadku i przy jakiej prędkości?
Wypadek wydarzył się w drugim biegu zawodów. Od startu do wirażu osiągaliśmy około 80 km/h, na samym wirażu było już prawie 100 km/h, a na prostej dochodziło do 110 km/h. Motocykle nie miały hamulców – nie było żadnej możliwości, żeby w takiej sytuacji zahamować czy uciec. Trzeba było albo wpadać na innego zawodnika, albo skakać z motocykla.
Na jakich motocyklach wtedy jeździliście?
Jeździliśmy na motocyklach marki Jawa, o pojemności 500 cm³. Te maszyny nie miały hamulców ani biegów. Od startu do 100 km/h przyspieszały w nieco ponad 3 sekundy.
Który to był rok?
To było około 1974 roku, czyli już prawie 50 lat temu.
Czy po tym zdarzeniu były jakieś sprawy sądowe?
Tak, słyszałem, że sprawa trafiła do sądu, ale szczegółów nie chcę komentować.
Jak Pan sobie poradził z traumą?
Przyznam szczerze – długo nie mogłem o tym zapomnieć. Obraz tego wypadku został ze mną na zawsze. Żużel był sportem niebezpiecznym, a ja byłem ryzykantem i silnie zbudowanym człowiekiem, ale tej jednej sceny nie zapomnę nigdy.

Komentarze
Prześlij komentarz