Przygody z drogi | Ja na Fatmanie : Historia różowych papci | 13-15 sierpnia 2025

#PrzygodyZDrogi: Olkusz – Monachium / Ja na Fatmanie
Historia różowych papci, które  czekały na finał dostarczenia prezentu dla ukochanej, to w gruncie rzeczy opowieść o tysiącu pięćdziesięciu kilometrach, przejechanych w trzy dni, w trzydziestosześciostopniowym upale. Fatman niósł przez Polskę, Słowację, Austrię i Niemcy – przez góry, doliny, miasta i małe parkingi, gdzie każdy cień stawał się luksusem.

Dzień pierwszy – 160 km

Start z Olkusza. Najpierw Kraków, potem Zakopane, dalej malowniczą drogą wzdłuż Dunajca – zakręty, asfalt przy samej rzece, góry odbijające się w wodzie. To jeden z tych fragmentów, gdzie jazda ma w sobie rytm natury: winkiel, prosta, kolejny zakręt. Na końcu dnia schronisko, skromne warunki, nocleg na głodówce – prawdziwie spartański początek.


Dzień drugi – 320 km

Rano kierunek Bratysława. Po drodze szybki postój na Złotych Piaskach – kawałek miejsca do złapania oddechu i odpoczynku nad wodą. Potem sama Bratysława – krótki spacer, ale głównie tankowanie i przygotowanie do kolejnego etapu. Z każdym kilometrem asfalt nagrzewał się coraz mocniej, każdy postój co 100 km ratował organizm przed przegrzaniem.

---

Dzień trzeci – 570 km

Najdłuższy odcinek: z Bratysławy przez Wiedeń, dalej Linz, Passau, Landshut i wreszcie Monachium. Raz na stacji zebrało się około czternastu motocyklistów – obcych ludzi, których połączył jeden parking i chęć rozmowy. Fatman przyciągał spojrzenia, a tematów nie brakowało. Droga wzdłuż Dunaju aż do Passau dawała trochę wytchnienia – rzeka i zieleń łagodziły upał, choć asfalt grzał niemiłosiernie.

Trzy dni, cztery państwa, 1050 kilometrów. Nomadyczna podróż na ciężkim Harleyu, w pełnym słońcu, z rytmem wyznaczanym przez chłodzenie w cieniu i rozmowy na
stacjach. Wieczorami różowe papcie były nagrodą – znak, że można zdjąć ciężkie buty, odetchnąć i policzyć przejechane kilometry.

Komentarze